O autorze
Fotografowanie zawsze było moim marzeniem. Gdy moja siostra wygrywała konkursy fotograficzne, ja byłem na etapie robienia zdjęć pamiątkowych znajomym. Były tak skadrowane, że nie mieli oni głów. Potem stałem się nadwornym fotografem drużyny harcerskiej. Biegałem w krótkich spodenkach z Zenithem. To że muszę zrobić zdjęcie popychało mnie zawsze do tego, żeby być pierwszym na szczycie góry i ostatnim z niej zejść. Gdy skończyłem szkołę filmową zająłem się pracą za kamerą. Powrót do fotografii nastąpił, gdy urodził mi się pierwszy syn. Obecnie mam czwórkę dzieci. W tym gorącym rodzinnym tyglu szukam czasu na własne zainteresowania, czyli... na fotografowanie. To, czego jeszcze nie zrealizowałem, to fotograficzna wyprawa do dalekiego kraju z moim synem. Obiecałem mu to.

Samodzielność w najczystszym wydaniu

fot. Ryszard Żuchowski
Święta i Sylwester za nami. Zwariowany okres przygotowań i ciężka praca. Przyznaję, że głównie mojej żony i teściowej. Ja - mąż - gdzieś po środku pomiędzy zakupami, a dziećmi, które nie mogą się doczekać świątecznych potraw, ale najbardziej to prezentów pod choinką.

Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Na szczęście żona wysyła mnie po kolejne zakupy. Gdy wracam, panie kończą świąteczne przygotowania. Nadchodzi decydujący moment wieczoru. Słyszę: "Kochanie czy mógłbyś pomóc Frankowi przebrać się i uczesać?". Zaczynam poszukiwania naszego syna. Nie mogę go znaleźć, jakaś dziwna cisza. Mam nadzieję, że nie wróży ona nic złego. Zaglądam do łazienki i widzę Franka w ekwilibrystycznej pozie na brzegu umywalki. Przebranego. Kończącego właśnie swoje przygotowania. Układa sobie włosy. Jeszcze kilka ruchów i już.
Samodzielność w najczystszym wydaniu.
Trwa ładowanie komentarzy...