O autorze
Fotografowanie zawsze było moim marzeniem. Gdy moja siostra wygrywała konkursy fotograficzne, ja byłem na etapie robienia zdjęć pamiątkowych znajomym. Były tak skadrowane, że nie mieli oni głów. Potem stałem się nadwornym fotografem drużyny harcerskiej. Biegałem w krótkich spodenkach z Zenithem. To że muszę zrobić zdjęcie popychało mnie zawsze do tego, żeby być pierwszym na szczycie góry i ostatnim z niej zejść. Gdy skończyłem szkołę filmową zająłem się pracą za kamerą. Powrót do fotografii nastąpił, gdy urodził mi się pierwszy syn. Obecnie mam czwórkę dzieci. W tym gorącym rodzinnym tyglu szukam czasu na własne zainteresowania, czyli... na fotografowanie. To, czego jeszcze nie zrealizowałem, to fotograficzna wyprawa do dalekiego kraju z moim synem. Obiecałem mu to.

Sztuka w małych rączkach

fot. Ryszard Żuchowski
Biorąc rzecz historycznie, to już w początkach fotografii zauważono, że to, co zostanie utrwalone na fotograficznej kliszy nabiera szczególnej ważności. I odwrotnie to, co uważano za szczególnie ważne musiało zostać sfotografowane. Gdy z dzieciakami wybieramy się na spacer, wycieczkę czy zwiedzanie, zawsze zabieramy ze sobą aparat fotograficzny.

Dzieci chłoną przestrzeń całymi sobą. Nie tylko patrząc, ale też przez ruch, dotyk, węch, a nawet smak. Wracają zmęczone, pełne wrażeń. Zaspokojone i gotowe na następne eskapady. Jednym z elementów takiej wyprawy jest robienie zdjęć. Mamy kilka aparatów, więc każdy ma szansę na zarejestrowanie swoich spostrzeżeń. Tu kwiatek, tam drzewo, a innym razem biegnący pies. Zbiór zatrzymanych w kadrze przedmiotów, osób i chwil. Nic ponad suchą rejestrację zdarzeń. Ale jednak dla każdego TYCH najważniejszych. Po powrocie do domu można zobaczyć i porównać co kto widział.



Przychodzi jednak moment, że istotne się staje nie to, CO kto widział, ale JAK. Naturalne dążenie do interpretacji otaczającego nas świata daje znać o sobie już od najmłodszych lat. Bezpieczne - niebezpieczne. Przyjazne - wrogie. Gdy dzieci dostaną do rąk takie narzędzie jak aparat fotograficzny błyskawicznie, samoistnie odkrywają, że można świat pokazać w różny sposób. Opowiedzieć o zdarzeniu "obiektywnie", albo tak, aby wyglądało zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Wszystko jest kwestią pomysłu i rosnącego apetytu na interpretację. A stąd już krok do obszaru nazywanego sztuką.

Niezależnie od tego czy w przyszłości zostaną artystami czy umiejętność robienia zdjęć przyda im się tylko na corocznych wakacjach i rodzinnych imprezach, to dziś poznawanie świata poprzez obrazy wydaje się być bardzo istotnym elementem ich rozwoju.
Trwa ładowanie komentarzy...