O autorze
Fotografowanie zawsze było moim marzeniem. Gdy moja siostra wygrywała konkursy fotograficzne, ja byłem na etapie robienia zdjęć pamiątkowych znajomym. Były tak skadrowane, że nie mieli oni głów. Potem stałem się nadwornym fotografem drużyny harcerskiej. Biegałem w krótkich spodenkach z Zenithem. To że muszę zrobić zdjęcie popychało mnie zawsze do tego, żeby być pierwszym na szczycie góry i ostatnim z niej zejść. Gdy skończyłem szkołę filmową zająłem się pracą za kamerą. Powrót do fotografii nastąpił, gdy urodził mi się pierwszy syn. Obecnie mam czwórkę dzieci. W tym gorącym rodzinnym tyglu szukam czasu na własne zainteresowania, czyli... na fotografowanie. To, czego jeszcze nie zrealizowałem, to fotograficzna wyprawa do dalekiego kraju z moim synem. Obiecałem mu to.

Szukając siebie

fot. Ryszard Żuchowski
Rozpoznanie własnego potencjału jako największa wartość. Wolność i odpowiedzialność a posłuszeństwo i hierarchia. Tak z mojego punktu widzenia wyglądają podstawowe różnice pomiędzy tradycyjnym pojmowaniem edukacji szkolnej, a możliwościami edukacji domowej.

Każdy z nas, jako małe dziecko, ma olbrzymi potencjał. Pytanie co z tym zrobimy, albo raczej, jakie warunki do jego rozpoznania stworzą nam na początku drogi nasi rodzice. Ja mam bardzo dobre wspomnienia z dzieciństwa, jeśli chodzi o szkołę. Byłem bardzo uzdolniony matematycznie i to mi pomagało w całej mojej szkolnej egzystencji. Wspominam ten fragment mojego życia jako bardzo przyjemny. Ale czy był to czas wykorzystany efektywnie? Czy rzeczywiście rozwijałem się zgodnie z moimi możliwościami? Czy poszedłem w dobrym kierunku? Czy talenty, które we mnie drzemały zobaczyły światło dzienne?



Moi rodzice przyglądali się bacznie moim pozaszkolnym pomysłom, mi.n. fotografowaniu i zawsze im sprzyjali. Gdy byłem w liceum dość szybko fotografowanie i nieustanne oglądanie filmów w kinie Iluzjon zastąpiło mi czas lekcyjny. Ciągłe nieobecności zwróciły uwagę mojej bardzo doświadczonej i mądrej wychowawczyni - polonistki. Nie wezwała rodziców do szkoły. Rozmawiając ze mną, postawiła na moją odpowiedzialność. Uszanowała mój wybór. Znaleźliśmy wspólnie rozwiązanie. Od tego czasu wszystkie moje wypracowania pisałem na czas. Pisałem o tym, co kocham najbardziej. O filmie.

Wspominam ten czas jako kamień milowy w moim rozwoju. Z nieopierzonego licealisty stałem się świadomym swoich możliwości człowiekiem. Po liceum wybrałem szkołę filmową jako miejsce, gdzie znalazłem możliwości swojego rozwoju. To był moment wyboru mojego zawodu.

Gdybym teraz był dzieckiem i mógł wybierać pomiędzy tradycyjną szkołą a edukacją pozaszkolną, nie zastanawiałbym się ani chwili. Nie dlatego, że mam coś do zarzucenia szkolnemu systemowi, ale dlatego, że wolę inny sposób nauczania. Dlatego, że widzę olbrzymią szansę na pełniejszy rozwój dziecka, nie tylko w sferze zdobywania wiedzy, ale przede wszystkim w sferze emocjonalnej i społecznej.

Dwa lata temu stanęliśmy przed takim właśnie wyborem. Rzeczywiście łatwiej byłoby mi zdecydować w swojej własnej sprawie, ale jeśli chodzi o dzieci...

Decyzja została podjęta. Cała czwórka uczy się w Szkole Demokratycznej, w ramach edukacji pozaszkolnej. Współtwórcami tego pomysłu były one same.
Trwa ładowanie komentarzy...