O autorze
Fotografowanie zawsze było moim marzeniem. Gdy moja siostra wygrywała konkursy fotograficzne, ja byłem na etapie robienia zdjęć pamiątkowych znajomym. Były tak skadrowane, że nie mieli oni głów. Potem stałem się nadwornym fotografem drużyny harcerskiej. Biegałem w krótkich spodenkach z Zenithem. To że muszę zrobić zdjęcie popychało mnie zawsze do tego, żeby być pierwszym na szczycie góry i ostatnim z niej zejść. Gdy skończyłem szkołę filmową zająłem się pracą za kamerą. Powrót do fotografii nastąpił, gdy urodził mi się pierwszy syn. Obecnie mam czwórkę dzieci. W tym gorącym rodzinnym tyglu szukam czasu na własne zainteresowania, czyli... na fotografowanie. To, czego jeszcze nie zrealizowałem, to fotograficzna wyprawa do dalekiego kraju z moim synem. Obiecałem mu to.

Trochę wody dla ochłody

fot. Ryszard Żuchowski / CinemaPhoto.pl
Zastanawiamy się z dzieciakami co dziś robić. Pod głosowanie trafia basen, wycieczka statkiem i kilka innych atrakcji. Zwycięża uliczny wąż tryskający chłodną wodą.

Pakujemy ręcznik i ubranie na zmianę. Cała sytuacja ma smak Wielkiej Wyprawy. Gdy docieramy na miejsce nikt nie czeka na hasło. Dzieciaki wbiegają w strugi wody, zderzają się ze ścianą milionów kropli, ciesząc się jej każdą cząstką. Nie tylko dlatego, że chłodna woda daje ukojenie przy takim upale, ale mam wrażenie, że głównie z takiego samego powodu jak wielką atrakcją jest skakanie po błotnistej kałuży, na co dzień niemile widziane przez wielu rodziców. Teraz mogą wszystko. Zmoczyć ubranie, biegać w chłodnej wodzie i przewracać się na śliskiej nawierzchni. Bryzgający wodą wąż wyzwala w nich maksimum spontanicznej zabawy. Niech żyją upały!
Trwa ładowanie komentarzy...