O autorze
Fotografowanie zawsze było moim marzeniem. Gdy moja siostra wygrywała konkursy fotograficzne, ja byłem na etapie robienia zdjęć pamiątkowych znajomym. Były tak skadrowane, że nie mieli oni głów. Potem stałem się nadwornym fotografem drużyny harcerskiej. Biegałem w krótkich spodenkach z Zenithem. To że muszę zrobić zdjęcie popychało mnie zawsze do tego, żeby być pierwszym na szczycie góry i ostatnim z niej zejść. Gdy skończyłem szkołę filmową zająłem się pracą za kamerą. Powrót do fotografii nastąpił, gdy urodził mi się pierwszy syn. Obecnie mam czwórkę dzieci. W tym gorącym rodzinnym tyglu szukam czasu na własne zainteresowania, czyli... na fotografowanie. To, czego jeszcze nie zrealizowałem, to fotograficzna wyprawa do dalekiego kraju z moim synem. Obiecałem mu to.

Chwila odpoczynku

fot. Ryszard Żuchowski / CinemaPhoto.pl
Lubię gdy coś się dzieje. Lubię podróże, dążenie do celu, esplorację nowych miejsc. Wciąż Coś Nowego. Nie muszą to być dalekie kraje, poznawać można wszędzie. Moje dzieci są odzwierciedleniem tego sposobu życia. Lubią być aktywne, ruchliwe, poznawać Nowe Światy.

Od samego początku, od kiedy dzieci były male, podróżowaliśmy razem. Nie chodzi tu o dalekie wyprawy na Koniec Świata. Poznawaliśmy wspólnie inne miasta, wsi, góry i jeziora, ale też samych siebie w różnych, nowych sytuacjach. Czasem zwyczajne wyjście do kina czy na miejski piknik może być okazją do eksploracji, nie tylko nowych miejsc, ale przede wszystkim do obserwacji innych ludzi, przestrzeni, zwierząt, roślin czy pogody. Nic odkrywczego, prawda? Ale jakże przyjemnego, rozwijającego i pozwalającego poznać siebie i innych.
Podczas ostatniej wyprawy z Frankiem, gdy spędzaliśmy czas bardzo aktywnie, były chwile, w których naturalnie zatrzymywaliśmy się i poddawaliśmy spokojniejszemu pulsowi otoczenia, tak jak na tym statku. Gdy przychodziła chwila odpoczynku, refleksji i pozostania w rytmie otaczającego na Świata, byliśmy obaj bardzo szczęśliwi.
Trwa ładowanie komentarzy...